Portal miłośników polskich szlaków wodnych

Węgorz z Chin czyli mazurska ryba

W naszym ulubionym miejscu na Mazurach codziennie o 5 i 7 rybacy wracają z porannego połowu. Gdy widzę małe stalowe wiaderko z siedmioma kilogramami sielawy, pytam rybaka, dlaczego tak mało tej ryby. – „Ryb nie ma już wiele na Mazurach. Nikt nie zarybia jezior, bo kiedyś podzielono rewiry rybackie i każdy się boi, że jego ryba popłynie do sąsiada” – odpowiada.

Zastanawiam się głośno, skąd bierze się sielawa w licznych barach i restauracjach oraz tawernach mazurskich. Codziennie spożywa się w nich wiele ton ryb. - „Sprawa jest prosta – mówi rybak. Węgorze ciągną z Chin, sandacze z Irlandii, młoda sieja sprzedawana jest jako sielawa i pochodzi z Litwy. Wszystko z hodowli. Dzikiej ryby na Mazurach brak. Te kilka dzikich sielawek Wy zjecie zaraz na śniadanie” – uśmiecha się stary rybak.