Portal miłośników polskich szlaków wodnych

rzeczny blog Tomasza Majora

500+ rusza na Mazury

Na Mazurach dzikie tłumy. W Giżycku, Mikołajkach brak miejsca przy kei, w tawernach do niedawna żeglarskich pijane towarzystwo bawi się na hałaśliwych dyskotekach. Na kanałach korki i kolizje jachtów prowadzonych przez niedoświadczonych wodniaków. Na jeziorach zaczynają dominować łódki, motorówki, barki, pontony, ścigacze. Na burcie wielki napis: „bez patentu”. Gość w marinie opowiada, że kilka tygodni temu wyczarterował jacht rodzinie. Okazało się, że odbierając jacht rodzice byli kompletnie pijani. Na kanale złamali maszt. Niewprawionym żeglarzom powiem tylko, że pływam już kilka dekad i miałbym dziś problem ze złamaniem masztu – nie mam pojęcia, jak to sprawnie zrobić. Pijane 500+ wie! Pytam, dlaczego pozwolił im płynąć po pijaku, jego jachtem i jeszcze do tego z małymi dziećmi. - „Jeśli płacą, to im czarteruję, a wóda to problem ich i ubezpieczyciela” – pada odpowiedź.

Węgorz z Chin czyli mazurska ryba

W naszym ulubionym miejscu na Mazurach codziennie o 5 i 7 rybacy wracają z porannego połowu. Gdy widzę małe stalowe wiaderko z siedmioma kilogramami sielawy, pytam rybaka, dlaczego tak mało tej ryby. – „Ryb nie ma już wiele na Mazurach. Nikt nie zarybia jezior, bo kiedyś podzielono rewiry rybackie i każdy się boi, że jego ryba popłynie do sąsiada” – odpowiada.

Pływanie po Odrze: w oczekiwaniu na falę

W Odrze od kilku lat nie ma wody w lecie. Dzwonię do RZGW na stopień wodny w Brzegu Dolnym. „Wody w Odrze brak. Prześluzować może się Pan za kilka dni, bo zbieram wodę dla Flisu Odrzańskiego. Proszę dzwonić do mnie codziennie o 8.00, o 20.00 i pytać.” – odpowiada miły gość, którego wszyscy nazywają „Kierownik”. Po kilku dniach o poranku dostaję informację: „Proszę przybyć pojutrze przed 8.00 na stopień wodny. Będzie woda i będę mógł Pana prześluzować”. Szybko się spakowałem, wieczorem zwodowałem łódkę w Urazie i o poranku byłem na stopniu wodnym.

Niemiec wierzy w przepisy

Pracownicy śluzy w Brzegu Dolnym informują mnie, że minę Niemca, który kilka dni temu utknął na mieliźnie. Nieborak naczytał się w interencie polskich i europejskich przepisów o żegludze śródlądowej i wierzył w to, że te przepisy w Polsce działają i że zapewniona jest żeglowność Odry. „Jest zapewniona, a w przepisie nie jest nie napisane, że czasem trzeba tydzień w szuwarach poczekać na wodę, aż ją puścimy” – śmieją się śluzowi wspominając, jak kilka dni temu ktoś wołał zrozpaczony przez radio „Hilfe, hilfe”. Niemiec płynął z Kolonii przez Berlin do Wrocławia.

Komunikaty dla wodniaka; przygnębiający obraz zachodniej Polski widzianej z rzeki

Przed śluzowaniem dostaję około 9.00 dokładne instrukcje:

„Fala ma 1,3m i idzie od czwartej rano. Po prześluzowaniu się nigdzie się nie zatrzymywać, gonić czoło fali. Po 6 godzinach mam się zatrzymać w Ścinawie na obiad i potem do samego wieczora płynąć. Po krótkiej nocy fala znowu mnie przegoni i od rana znów mam gonić jej czoło.”

„Za 10 kilometrów Bizon będzie myszkował, a Piżmak będzie ściągał barkę i nie będzie kontrolował swoich ruchów. - Nie daj się staranować.”

Prom w Baranowie Sandomierskim. Slipy na Wiśle.

Pomocny pan obsługujący prom górnolinowy informuje nas, w którym miejscu najlepiej slipować łódź. Tym miejscem jest prawy brzeg. Aby się na niego dostać, trzeba przepłynąć rzekę … promem.

Generalnie pracownicy przepraw promowych najlepiej znają rzekę; są zwykle bardzo serdeczni i pomocni. Dobrze jest przed rozpoczęciem lub na etapie planowania rejsu porozmawiać z nimi i zapytać o stan wody i o to, czy w ciągu ostatnich godzin przybywało, czy też ubywało wody w rzece.

Strony