Portal miłośników polskich szlaków wodnych

rzeczny blog Tomasza Majora

Uwaga

W dniach 23.06-01.07.2018 redakcja portalu relaksuje się na żuławach.
Wszystkie zamówienia dokonane w tym czasie będą realizowane po naszym powrocie.

Za utrudnienia przepraszamy !

Sandomierz: śniadanie mistrzów

Po kilkudziesięciu minutach kluczenia między mieliznami naszym oczom ukazuje się piękna panorama Sandomierza. Przy brzegu kilka statków pasażerskich, których obsługa informuje nas o tym, że „tu nie wolno cumować; marina dla Was jest dalej, po lewej”. Faktycznie, dwieście metrów dalej, przy lewym brzegu jest początek dość długiego wejścia do sandomierskiej mariny.

Królestwo Wisły

Za Sandomierzem do Wisły uchodzi San. W tym miejscu zwykłe wyznaczające szlak żeglowny kije wbite w wodzie przechodzą w zielone i czerwone tyczki.

Bardzo ważnym elementem wyposażenia łodzi na Wiśle jest lornetka. Wypatrujemy przez nią rzadkich tyczek, częstych mielizn i niewielu bezpiecznych przejść.

Gdy Wisła robi łuk w prawo, my trzymamy się lewego brzegu, zwykle wysokiego; gdy po lewej są plaże, my próbujemy przepłynąć z prawej strony.

Świat, którego już nie ma

Tu okazuje się, że jest slip, ale jest bardzo stromy zjazd do rzeki i samochód nie da rady wyciągnąć łódki z wody i piachu. Przy przystani zacumowane są dwie motorówki ratowników WOPR. W centrali WOPR w Lublinie dostajemy nr telefonu do komendanta tutejszej drużyny. Miły pan Jurek organizuje dla nas pomoc. Gdy wieczorem przyjeżdża nasz samochód, w hangarze czeka już trzech doświadczonych wodniaków: konstruktor pięknych kajaków i łódek ze słomki – pan Janusz vel. Gibon, żeglarz p. Janusz i szef całej akcji p. Jurek z WOPR.

Wodniacy, czyli motorówki na Mazurach

To już koniec naszego rejsu po Mazurach. Nazajutrz wracamy na śniadanie do Węgorzewa. Tu o 10 rano zastajemy senny port. Żeglarze jedzą śniadanko na swoich żaglówkach. Kilka osób na werandzie tawerny sączy kawę słuchając szant dyskretnie wypływających z głośników. Jest tak jak kiedyś. Fajnie. Uwagę chłopaków zwraca duża dwupiętrowa motorówka zacumowana tuż przed tawerną. Nie pasuje ona do żeglarskiego otoczenia. Gdy wybija 10.30 wynurza się spod pokładu dwóch grubasów w jasnych dresach.

Kanał Mazurski

Trudno dzieciom wytłumaczyć, co to wojna, po co bunkry, po co karabiny i armaty. Przez całe życie trzeba tłumaczyć dziecku, żeby się z hołotą nie zadawało; ani z ludźmi, którzy chcą wojny, gwałtownej zmiany i rewolucji.

Szkółka żeglarska

Podczas całego rejsu mogliśmy obserwować, jak w dzisiejszych czasach wygląda szkolenie żeglarskie. Gdy dwadzieścia pięć lat temu robiłem patent żeglarza jachtowego i kilka lat później sternika jachtowego, pojechałem na trzytygodniowy obóz harcerski. Codziennie o 5.00 była pobudka, apel, plan dnia. Następnie śniadanie, prace szkutnicze, wykłady. Zanim wsiedliśmy do żaglówek, codziennie trzeba było przepłynąć kilkaset metrów wpław, przewiosłować omegą przez całe jezioro.

Sztynort po latach

Na noc zawijamy do mariny w Sztynorcie. Tomek narzeka na brak kultowej Zęzy, która dawno, dawno temu mieściła się w piwnicy. Teraz jest bar w szopie, a zamiast koncertu szantowego dyskoteka. Gdy kilka dni później przybyliśmy do Sztynortu piechotą -  idąc z mariny w Kietlicach przez las byliśmy świadkami ciekawego zdarzenia. Atmosfera w Sztynorcie w popołudnie późnym latem, jak w każdej marinie, jest leniwa. Żaglówki powoli przybijają do kei. Żeglarze wychodzą powoli na brzeg i kierują się ku tawernie. Ci, którzy przybyli wcześniej, raczą się rybką lub sączą powoli piwko.

Kormorany budzą sprzeczne emocje

Na łódkę zabraliśmy sporo sprzętów. Była maczeta, były latarki, był też superprofesjonalny sprzęt do wędkarskiego kłusowania. W porcie w Węgorzewie pytam, czy trzeba mieć jakąś kartę wędkarską, albo czy trzeba wykupić prawo do połowu ryb. „Jak przypłynie straż rybacka niech Pan mówi do nich w jakimś obcym języku, to uciekną” – pada odpowiedź. Chłopaki daremnie wypatrywali za rybą. Nawet całonocne „moczenie kija” nie przyniosło rezultatów. Nazajutrz podpłynęliśmy do maleńkiej łódeczki wędkarzy i zapytaliśmy o to „czy bierze” ryba. - „Od wczoraj tu koczujemy i nic” – padła szczera odpowiedź.

Strony